autorski tomik wierszy "Na krawędzi"
powrót do strony głównej witrynyinformacje o autorze witrynyPodziękowaniaprzejście do galeriiprzejście do działu z filmamiprzejście do działu z artykułamiprzejście do działu z moją poezjąprzejście do działu z moimi opowiadaniamiprzejście do działu z opisami szlakówporadnik górołazamini blog - aktualnie u mniesprzętrecenzje książekkonkursyBaza schronisk górskichTomik - "Na krawędzi"dział z zasobami do pobrania i linkamikontakt
 aktualnie u mnie / mini blog 
U mnie - wpisy 2010 rok
wpis.00/2010 - 28.12.2010
U mnie - wpisy 2011 rok
wpis.01/2011 - 11.01.2011
wpis 02/2011 - 03.02.2011
wpis 03/2011 - 20.02.2011
U mnie - wpis
wpis 05/2011 - 02.05.2011
wpis 06/2011 - 28.05.2011
wpis 07/2011 - 17.07.2011
wpis 08/2011 - 09.09.2011
wpis 09/2011 - 17.10.2011
wpis 10/2011 - 24.11.2011
wpis 11/2011 - 18.12.2011
U mnie - wpisy 2012 rok
wpis 01/2012 - 20.01.2012
wpis 02/2012 - 17.02.2012
wpis 03/2012 - 26.03.2012
wpis 04/2012 - 26.04.2012
wpis 05/2012 - 26.05.2012
wpis 06/2012 - 30.07.2012
wpis 07/2012 - 09.09.2012
wpis 08/2012 - 19.11.2012
U mnie - wpisy 2013 rok
wpis 01/2013 - 20.01.2013
wpis 02/2013 - 29.03.2013
wpis 03/2013 - 31.05.2013
wpis 04/2013 - 15.07.2013
wpis 05/2013 - 16.08.2013
wpis 06/2013 - 21.10.2013
U mnie - wpisy 2014 rok
wpis 01/2014 - 20.01.2014
wpis 02/2014 - 17.04.2014
wpis 03/2014 - 11.07.2014
wpis 04/2014 - 20.11.2014
U mnie - wpisy 2015 rok
wpis 01/2015 - 20.01.2015
wpis 02/2015 - 15.05.2015
wpis 03/2015 - 26.08.2015
wpis 04/2015 - 21.12.2015
U mnie - wpisy 2016 rok
wpis 01/2016 - 30.01.2015
wpis 02/2016 - 01.08.2016
wpis 02/2016 - 31.07.2016
Kończący się rok żegna mnie w nasiloną walką z chorobą, zabawne, podobnie również mnie powitał... (foto-15.12.2011)
03.01.2011.
Bywały jednak nie tylko
złe ale i dobre chwile...
Magurka Wilkowicka
24.02.2011.
26.04.2011.
W drodze na Klimczok...
22.04.2011.
Zachód słońca na Wielkiej Raczy 17.08.2011.
Przed Schroniskiem PTTK na Wielkiej Raczy 18.08.2011.
Więcej zdjęć przekrojowo ilustrujących kończący się
2011 rok poniżej w albumie
W albumie wykorzystano jako tło muzyczne utwory pochodzące z zasobów www.jamendo.com. Utwór pierwszy i drugi: Walter Mazzaccaro - Sulla strada del ritorno,Un nuovo giorno.
 wpis numer: 11 / 2011                                                                                                                           aktualizacja: 19.12.2011
Moje rozmyślania, czyli myśli związane z wszystkim i niczym równocześnie...

Była późna jesień 2009 roku. Minęło już ponad dwa miesiące odkąd wyszedłem, po pięciu tygodniach pobytu ze szpitala, gdzie na oddziale leczono mnie standardową metodą na zdiagnozowaną w tymże roku boreliozę. Leczenie z którym wiązałem, mocno w ryzach realizmu trzymaną nadzieję... dlaczego więc ją powstrzymywałem? Cóż ponieważ już wówczas wiedziałem – widziałem, jak niska jest jego skuteczność i w jak niewielu przypadkach przynosi rezultat, już wówczas szukałem alternatywnej pomocy, gdyby ta okazała się jedynie złudą, marą tworzoną przez nieudolny system. Nie zmieniało to jednak faktu, że jakby rozum nie naciskał na serce, te ostatnie płonęło nadzieją...nie pomogło przekonywanie samego siebie że jest tak czy inaczej, gorycz była wielka gdy tuż po wyjściu nie tylko nie było lepiej ale gorzej... Pamiętam jakby wczoraj to było pierwszy krótki po szpitalu spacer, zaledwie kilkaset metrów...to wystarczyło, szumy, zawroty głowy, zaburzenia równowagi, bliski omdlenia i rozczarowany powróciłem do domu.

I znów się łudziłem, choć wiedziałem...może inaczej, serce się łudziło, rozum szukał już pomocy gdzie indziej. W oficjalnej doktrynie istnieje termin „zespół po boreliozowy” który jakoby ma występować po leczeniu... jakoby, bowiem fakty są takie że nikt, pomimo że wielu lekarzy oficjalnego, twardogłowego nurtu naprawdę się starało, przez blisko dwadzieścia lat nie zdołało udowodnić jego istnienia, zresztą z perspektywy czasu, trudno doprawdy mówić o jego trafności, chyba że może on trwać nieustannie przez lata... jak w moim przypadku. Cóż wówczas na to „oficjalni” lekarze? Ano to co i u innych z tą przykrą chorobą czynią – cudownie rozmnażają ich choroby.

Wróćmy jednak do tamtej jesieni, bo nieco odbiegłem od tematu, tak więc serce liczyło na ten nie udowodniony zespół, a rozum już wiedział... jednak na chwile pozwoliłem sercu dowodzić, taka ułuda była bowiem komfortem psychicznym, dawała nadzieję...a nóż się uda.

I tej trzymając się nadziei po dwóch od leczenia miesiącach, w połowie listopada 2009 roku, wybrałem się na kolejną próbę... no czas był już ku temu najwyższy, przecie według oficjalnych standardów już dawno powinno być dobrze, a ja gotów nie tylko na takie wyzwanie. Tak więc pojechałem... oczywiście na początek, wybrałem cel najlżejszy, podejście pod Szyndzielnię od Mikuszowic, z założeniem przejścia tyle ile przejść zdołam w jej kierunku. 


Jak już się tam znalazłem od razu wiedziałem że fikcja poprawy narzucanej przez system prysnęła jak mydlana bańka... przejazd przez miasto, autobus, ruch uliczny, ludzie, hałas, dźwięki, wszystko to sprawiło że na nowo błędnik zaczął szaleć, a ja ruszałem pod pogrążony w popołudniowym cieniu las lekkim wężykiem. Jednak uparcie próbowałem dalej. I tak z nogi na nogę, krok za krokiem, doszedłem do połowy trasy na Szyndzielnię.

Wokół zapadł już zmierzch. Był środek tygodnia w górach więc byłem sam. Usiadłem, wpatrując się w oświetlane srebrnym światłem wysokie ściany świerków. Byłem już bardzo zmęczony, na nic zdał się mój opór i determinacja, znów nasiliły się zawroty głowy i ból... Poczułem się jak intruz, jakby las o mnie zapomniał, jakby góry nie chciały wpuścić mnie już na swe łono, jakby mnie nigdy wcześniej w swych progach nie gościły. Siedziałem tak w ciemnościach, patrząc na las, który zdawał się w oczach rosnąć, budząc coraz to większą grozę.

W końcu zrozumiałem że to nie las nie chciał mnie, lecz choroba postawił pomiędzy nami tą niewidoczna ścianę... a złudne nadzieję, rozumu wiedzionego sercem, doprowadziły mnie do tegoż miejsca i rozczarowania. Powoli zszedłem w dół, a gdy już tam dotarłem, na polanie Dębowiec pogrążony w tych myślach o rozczarowaniu ponad dwie godziny przesiedziałem...

Dlaczego akurat teraz do tegoż smutnego wspomnienia powracam? Bo pora podobna, pogoda taka sama, jesień wyblakła i bura, zawieszona pomiędzy nie nadchodząca zimą. Przede wszystkim jednak dlatego że rok ten mijający żegna mnie w dokładnie taki sam sposób, gdy w domu przez chorobę już ponad dwa i pół miesiąca czekam na poprawę, która umożliwiła by mi powrót pomiędzy te świerki w górach ukochane...

Jest jednak coś też co różni ten czas – różni bardzo poważnie, jako że w przeciwieństwie do roku 2009, teraz nieco ponad miesiąc temu, po tak długiej walce o samo jego rozpoczęcie, udało się mi zacząć właściwe jak wierzę leczenie, które choć w trudy obfitujące otwiera nową nadzieję, z którą w pełni w zgodzie pozostaje zarówno rozum jak i serce. Nadzieję opartą na licznych świadectwach, oraz naukowych dowodach. I ta wyłącznie nadzieja trzyma mnie przy jasności myśli, nie pozwalając zapaść się - pochłonąć złym emocjom. Ta nadzieją jest moim światełkiem na koniec tego roku, oraz na nowy początek w 2012 roku.


*    *    *
Myśli i podsumowania na koniec 2011 roku...

Koniec roku sprzyja wszelkim podsumowaniom, przemyśleniom o tym co było, ile osiągnęliśmy, co chcielibyśmy zmienić, tudzież osiągnąć w kolejnym nadchodzącym roku... i ja również nie stronię od takich podsumować, inaczej mówiąc porządków w głowie, pozwalających zweryfikować plany, oraz unikanie potknięć jakich doświadczyłem w danym roku w następnym. Takie podsumowanie pozwalają również często nabrać zdrowego dystansu do wielu sprawa, wiele z nich zamknąć, inne znów otworzyć...


Tak więc w gwoli podsumowań... rok ten był wyjątkowy dla mnie pod wieloma względami, pod wieloma udało się osiągnąć bardzo wiele, w wielu rozpocząć ważne wątki, ale też i było w nim masę trudnych, na granicy wytrzymałości, lub nawet poza nią chwil... Podsumowania zacznę więc od mojej strony internetowej – dlaczego akurat od niej? Ponieważ to ona w tym roku stała się dominującym dla mnie oknem na świat, ponieważ to ona umożliwiła mi trafienie do wielu wspaniałych ludzi, którzy następnie przekazywali wieść o mnie dalej, a to wszystko pozwoliło mi spojrzeć nieco ufniej w przyszłość – podjąć nową z chorobą walkę...

Trochę liczb... na łamach witryny w 2011 roku znalazło się:
  • 16 dużych artykułów, o łącznej liczbie stron: 25 stron przekraczających objętością znacznie format A4
  • 8 albumów ze zdjęciami których łączna liczba przekracza 3200
  • trzy nowe filmy o łącznej długości – 47,50 minut
  • trzy strony wierszy rocznik 2011 i 17 nowych wierszy
  • nowe opowiadanie „Jak to cepr chciał zostać góralem”
  • pięć nowych szczegółowych opisów tras górskich o łącznej liczbie stron 15 (dla formatu A4)
  • trzy nowe porady w dziale „Poradnik Górołaza” o łącznej liczbie stron 14 (A4)
  • 10 wpisów w dziale „U mnie” których długość przekroczyła 21 stron A4
  • 22 opisy sprzętów i akcesoriów górskich (około 30 stron A4)
  • 19 recenzji książek (łączna długość stron to około 20 strona A4)
  • zbudowano 4 nowe działy: „Recenzje Książek”, „Sprzęt”, „Podziękowania”, „Baza Schronisk”
  • miało miejsce 80 aktualizacji „Strony Głównej”
  • 29 modernizacji i aktualizacji działów
  • 34 aktualizacje „O mnie”
  • 9 aktualizacji najnowszego działu „Podziękowania”
  • wprowadzenie nowej kategorii schronisk górskich „Schronisko przyjazne psom”
  • 39 aktualizacji bazy danych schronisk górskich
Tak więc łączna ilość „zapisanych” stron wyniosła około 200, liczba zdjęć 3200, filmów blisko godzinę, a aktualizacji... 1500. Wszystko to przekłada się na tysiące godzin pracy przy komputerze, dziesiątki przeczytanych materiałów, oraz setek wykonanych zdjęć do artykułów, wpisów „U mnie” i innych... Dane te oczywiście są jedynie liczbami przybliżonymi, określanymi na podstawie liczb jakimi dysponuję w oparciu o zliczone kopie aktualizacji, oraz opracowań, jednak wiele z nich nie było zapisywanych, w rzeczywistości więc liczby te mogą być znacznie wyższe...

Tyle liczb...cyfry z natury opisują jedynie suchą wartość i wielkość, nie opisują jednak pracy, emocji, czasu... Podsumowanie to nie ma służyć narcystycznemu samo wychwalaniu, a jedynie ukazać jak wiele pracy w tym roku zostało włożone w uczynienie mojej strony miejscem do którego chce się powrócić, do którego warto zaglądnąć... Wszystkie te aktualizacje, cała ta praca, tysiące godzin, nie miałyby sensu gdyby właśnie nie ludzie – nie Wy wszyscy którzy zaglądacie na moją stronę, komentujecie, piszecie, dajecie wyraz poparcia, lub krytyki, klikając „Lubię”, „Udostępnij” i podobne... to właśnie więc dzięki Wam wszystkim praca ta miała sens, praca ta nie stała się sztuką dla sztuki, lecz praktyczną wiedzą którą Wy zechcieliście przyjąć :) Dlatego serdecznie Wam dziękuję za motywację do pracy, za odwiedzanie mojej strony, oraz dzielenie się jej zawartością z innymi – DZIĘKUJĘ.

Również dzięki Waszemu dzieleniu się jej zawartością, informacje o mnie, oraz o mojej walce trafiły do wielu związanych z mediami ludzi – ludzi których działania wlanie przyczyniły się do dalszego umożliwiania mojej walki. Dzięki Szymonowi Kalinowskiemu pojawił się Marek Bytom z jego doroczną imprezą górską - „Wyrypa Beskidzka”, potem trafił do mnie Kuba Terakowski, człowiek szczególnie przez mnie podziwiany, nie tylko ze względu na to uczynił dla mnie, ale co czyni na co dzień w życiu. Przeprowadził On ze mną wywiad który trafił na łamy Magazynu Turystyki Górskiej NPM. Było też i kilka innych wywiadów, była akcja na portalu www.siepomaga.pl która bardzo mocno wsparła mnie w zbiórce środków na leczenie, akcja zapoczątkowana znów przez Kubę Terakowskiego.

Prócz jednak tych jasnych, przynoszących radość stron życia, były i te gorsze... o których nie sposób tu nie wspomnieć. W czasie minionego roku bowiem mój stan zawiódł mnie ośmiokrotnie na ostry dyżur, szpital kliniczny który miał zająć się regeneracją zniszczonego kolana, ze względu na mój zły stan ogólny odmówił mi tego, kolejny szpital odmówił mi zoperowania takiegoż drobiazgu jak przepukliny pachwinowe... W roku tym przeszedłem wiele załamań i pogorszeń formy, łącznie około 8 miesięcy byłem uwięziony w przysłowiowych czterech ścianach... doszło też do zaostrzenia okresów pogorszenia, trwających już niejednokrotnie do 55 – 60 dni... pojawiły się też nowe przykre objawy, problemy z koordynacją ruchowa w dłoniach, oraz zaburzenia czucia powierzchniowego w nich... Rok ten to dziesiątki wizyt, setki godzin ćwiczeń... wszystko to sprawiło że jak wyżej pisałem coraz częściej moim jedynym oknem na coś więcej niż widok z okna, stał się internet... wszystko to również sprawiło że jedynie 8 razy udało mi się wyrwać ze szponów choroby i udać w tak drogie mi góry... a jednak te osiem razy, w tym szczególnie trzy dniowy wypad w Beskid Żywiecki pozwolił mi utrwalić się w dążeniu i determinacji do pokonania choroby, te osiem razy dało mi wiarę i nowe pokłady sił.

Jednak z pośród wszystkich porażek, sukcesów, wzlotów i upadków, nadziei tych spełnionych i nie, najważniejszym z osiągnięć tegoż roku jest to że pod jego koniec, po tak długich staraniach udało mi się nareszcie podjąć leczenie długotrwałe antybiotykami. Leczenie które wierzę stanie się nowym początkiem. I choć zdaję sobie sprawę, a nawet często uginam się pod tą wizją, że to zaledwie jeden malutki krok z tysięcy jakie muszę jeszcze postawić, stawiając przez cały czas czoła broniącej się chorobie – to jednak wiem że właśnie ten krok jest początkiem drogi ku nowemu życiu i ta wiara, oraz Wasze wsparcie, bez którego nie możliwe byłoby dotarcie do tegoż przez mnie miejsca, nie możliwe byłoby sfinansowanie tak wysokich kosztów leczenia, to wszystko sprawia że wierzę, walczę i widzę gdzieś na czarnym dotychczas niebie – łunę nadchodzącego wschodu słońca. Dziękuję Wam za to...

*    *    *
"Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku."

                                                                                                                                                           Lao-Tsy
Na koniec pozostaje mi życzyć Wszystkim aby ten nowy nie tylko nie był gorszy od kończącego się 2011 roku, ale wybitnie lepszy pod każdym ważnym dla Was względem, aby Wszystkie wasze marzenia, plany i nadzieję w rzeczywistość zostały ubrane, stając się faktem, aby zdrowie zawsze wiernie Wam służyło, a miłość przepełniała serce. Do siego!
*    *    *
Zapraszam Wszystkich do oglądnięcia albumu będącego fotograficzną retrospektywną opowieścią o wydarzeniach, zarówno tych złych jak i dobrych z kończącego się właśnie 2011 roku...
2011 rok - oglądając się wstecz2011 rok - oglądając się wstecz
START
O MNIE – JAK POMÓC
O MNIE
MOJA HISTORIA WALKI Z CHOROBĄ
JAK POMÓC
DATKI
ULOTKI
OFIAROWANIE 1%
BANERY DO POBRANIA
DANE FUNDACJ

ARTYKUŁY
ARTYKUŁY 2014
ARTYKUŁY 2013
ARTYKUŁY 2012
ARTYKUŁY 2011
ARTYKUŁY 2010


PROZA

RECENZJE
PODZIĘKOWANIA

U MNIE

POEZJA
POEZJA 2014
POEZJA 2013
POEZJA 2012
POEZJA 2011
POEZJA 2010

POEZJA 2009
POEZJA 2008
POEZJA 2007
POEZJA 2006
POEZJA 2005
POEZJA 2003-04

GALERIA
FILMY
RĘKODZIEŁO
PORADNIK

SPRZĘT

KONKURSY


KUP TOMIK
TOMIK NA KRAWĘDZI
TOMIK POZA KRAWĘDZIĄ
SZLAKI
BESKID ŚLĄSKI
BESKID MAŁY
BESKID ŻYWIECKI
GORCE I PIENINY
TATRY WYSOKIE PL
TATRY ZACHODNIE PL
TATRY  SŁOWACKI

POLITYKA COOKIES
SCHRONISKA
POLSKIE BESKIDY
BIESZCZADY
GORCE I PIENINY
SUDETY
POLSKIE TATRY
SŁOWACKIE TATRY
POZOSTAŁE

LINKI - ZASOBY

KONTAKT
Copyright © 2009 - 2016 by Sebastian Nikiel  ·  kontakt: s.nikiel.mojegory@gmail.com