
|
|
s e
b a s
t i a n
n i k
i e l |
|
|
o m n i e : |
 |
| Jaskinia Malinowska 02.07.2010. |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| Raptawicka Turnia 02.07.2009. |
 |
Błatnia 27.01.2012.
|
|
Garść faktów:
34 lata, urodzony 17.01.1977. w Bielsku - Białej. Absolwent liceum
plastycznego.
Zainteresowania:
turystyka
górska, oraz wysokogórska, wspinaczka,
fotografia, poezja, literatura górska, informatyka.
Ulubione
góry:
każde, z naciskiem na Tatry
Moje
organizacje:
KW
Warszawa
SCHNB
(Stowarzyszenie Chorych na Borelioze)
Nagrody -
osiągnięcia:
Odznaki:
odznaka Siedmio milowe buty PTTK: srebrna i złota
odznaki GOT PTTK: popularna, mała brązowa, mała srebrna, mała złota
Moja
ulubiona
maksyma:
"Lepiej
być przez jeden dzień
tygrysem niż przez tysiąc owcą" - przysłowie tybetańskie
Powyższa
maksyma
chyba w najtrafniejszy sposób oddaje moją życiową filozofię.
Zarówno w górach, jak i w życiu codziennym,
staram się
dawać z siebie wszystko. Góry są moją pasją i miejscem gdzie
odnajduję prawdziwego siebie. Mój kontakt z nimi zaczął się
bardzo wcześniej bo już w wieku trzech lat, od pierwszych
krótkich wypraw w pobliskie mi góry Beskidu
Śląskiego, z
moim Tatom. Dzięki niemu je poznałem i z nim
eksplorowałem do momentu
gdy w wieku kilkunastu latzacząłem je
odkrywać na nowo sam. Poznałem i
przeszedłem większość z gór Polski, jednak od momentu gdy po
raz
pierwszy, w wieku kilku lat zobaczyłem Tatry czułem że to do nich
będzie należeć moje serce. I tak właściwie pozostało do dziś, choć
aktualnie ze względu zły stan zdrowia, spowodowany uszkodzieniem
kręgosłupa, oraz trapiącą mnie przewlekłą chorbą zakaźną boreliozą, nie
mogę być w nich tak
często, ani w takim stopniu ich poznawać jak bym tego pragnął.
|
|
|
moja historia walki z chorobą: |
 |
| Trzy Kopce 17.01.2009. |
 |
| Błatnia 13.06.2010. |
 |
| Jaskinia Trzy Kopce 29.08.2009. |
 |
| Babia Góra 03.08.2010. |
 |
Zakopanem 22.08.2009.
|
 |
| W dordze na Giewont 12.01.1998. |
 |
| Czarny Staw Gąsienicowy-styczeń
1994 |
 |
| Trzy Korony (Pieniny) lato - 1990 |
 |
| Krywań - lato 1995 |
 |
|
Wiosną,
25.05.2005. roku uległem wypadkowi, który całkowicie odmienił
mój los, pociągając za sobą lawinę zdarzeń, które
zniszczyły moje życie takie jakie wówczas znałem. W dniu tym
uszkodziłem kręgosłup. Doszło do rozerwania kilku pierścieni
włóknistych, w wyniku czego pojawiły się przepukliny uciskające
na zakończenia nerwów obwodowych, oraz powodujące permanentny,
nigdy nie przemijający ból. Uszkodzenia obejmowały kilka
dysków, w tym na odcinku lędźwiowym, oraz piersiowym. Początkowo
nie zdawałem sobie sprawy z tego jak wiele zmieni to w moim życiu. Z
czasem ból się nasilał, pojawiły się zaburzenia czucia i
koordynacji nóg. Pierwotnie objawy te były silniejsze po stronie
prawej. Szybko jednak objęły obie nogi. Ból stawał się coraz
trudniejszy do zniesienia. Towarzyszył mi on – i towarzyszy do
dnia dzisiejszego, w nocy, w dzień, podczas snu i po obudzeniu.
Przestałem w końcu zasypiać jak normalny człowiek, ból nie
pozwalał mi na to, aby zasnąć muszę przyjmować tabletki nasenne, by
móc przespać choć kilka godzin. Podobnie wyglądają poranki, nie
budzę się dlatego że jestem wyspany, lecz dlatego że dłużej nie mogę
znieść bólu.
Z upływem czasu nogi stawały się coraz słabsze, pomimo ciągłej
uporczywej rehabilitacji, czucie powierzchniowe zanikło, zacząłem się
coraz częściej w niekontrolowany sposób przewracać i potykać,
powłóczyć nogami. Jak wspomniałem powyżej początkowo objawy te
dominowały po stronie prawej. Wiosną 2006 roku, podczas jednego z
takich niekontrolowanych upadków, doznałem skrętnej kontuzji
prawego kolana. Uszkodziłem wiązadło krzyżowe i łąkotkę. Wczesną
jesienią trafiłem na stół operacyjny, gdzie wykonano,
standardowy, jakby mogło się zdawać zabieg - artroskopię. I tu historia
z takim drobiazgiem w odniesieniu do obrazu całości powinna się
skończyć. Jednak się nie kończy...w wyniku błędu, podczas zabiegu
uszkodzono nerw kolanowy, co było przyczyną powstania bolesnego guzka -
nerwiaka.
W trzy miesiące po pierwszym zabiegu wykonano drugi w którym
usunięto guza. I to jednak nie kończy tej historii, gdyż staw nadal
puchnął i dokładał się do całości bólu z jakim musiałem się
zmagać. W tym czasie prawa noga była już bardzo słaba, szybko
postępowały zaniki mięśni. Mięśni które dawniej były u mnie
naprawdę silne i dobrze wytrenowane. W końcu, szczególnie że
prawe kolano było już kontuzjowane i słabsze, zdecydowano się na
przepisanie mi ortezy, która chroniła mnie przed
niekontrolowanym upadkiem, jak i przed ponownym skręceniem stawu. W tym
czasie byłem już bardzo wyniszczony walką z bólem, do już
powstałych przepuklin doszły dwie kolejne na odcinku piersiowym, co
było bezpośrednim następstwem notorycznego przeciążania zdrowych
odcinków kręgosłupa.
Wiosną 2008 roku trafiłem do Szpitala Klinicznego w Ochojcu. Wykonano
tam kolejną artroskopię prawego kolana. Już podczas zabiegu
operacyjnego wyszło na jaw że wstępne rozpoznanie z jakim przyjechałem
do kliniki, całkowicie rozminęło się z rzeczywistością. Okazało się
bowiem że wyniku źle przeprowadzonego pierwszego zabiegu, zbyt
krótko przycięty kikut łąkotki wbił się pod kątem pod brzeg
chrząstki stawowej i sukcesywnie ją podważając ułamał ją, doprowadzając
do ogólnego spustoszenia w stawie. Lekarze musieli usunąć
większość chrząstki. W wyniku tego poruszam się niejako "na gołych
kościach", porównując obrazowo - „Jak samochód bez
smaru” (słowa lekarza po zabiegu). Po każdym dłuższym spacerze
kolano puchnie, czasem nie mieszcząc się w ortezie. Istnieje oczywiście
możliwość zmiany tego stanu rzeczy, poprzez regenerację, lub w
ostateczności wymianę stawu kolanowego na sztuczny. Dlatego trafiłem
pod skrzydła kolejnej specjalistycznej kliniki ortopedycznej na Śląsku.
Wszyscy wiedzą zapewne jak wyglądają terminy na NZF w takich klinikach,
termin samej konsultacji wyznaczono na grudzień 2010 roku
(rejestrowałem się końcem 2008 roku). Gdy w końcu doczekałem
konsultacji, po której wiele sobie obiecywałem mój stan
ogólny był już na tyle zły że wykluczył możliwość operacji
kolana, co było wynikiem nowych obciążeń które pojawiły się w
między czasie...
Równocześnie w okresie tym dwukrotnie wysłano mnie do
sanatorium, przeszedłem kilkadziesiąt sesji rehabilitacyjnych, każda po
dwa - trzy tygodnie. Niedowłady nadal się pogłębiały, mięśnie zanikały,
a nogi nadal stawały się coraz słabsze. W końcu gdy i lewa noga stała
się bardzo słaba i gdy coraz częściej zacząłem upadać właśnie na nią,
zdecydowano że już czas na drugą ortezę. I tak od jesieni 2008, w trzy
lata po wypadku, zacząłem poruszać się w dwóch ortezach oraz z
kulą ortopedyczną.
Na tym jednak nie kończy się moja historia, od kilku lat pojawiały się
u mnie dziwne, niespecyficzne, nie zdiagnozowane objawy, które
sam po prostu starałem się ignorować, tym bardziej że nikt z lekarzy
nie przejawiał nimi zainteresowania. Dziś wiem że były to już pierwsze
sygnały tego co ostatecznie wybuchło w kwietniu 2009 roku. Wcześniej
jednak nastąpiła inna silna demonstracja tego co wkrótce miało
zostać nazwane...
Jesienią 2008 roku, zaczęły mnie nękać silne bóle głowy, oraz
nagłe bezprzyczynowe spadki poziomu glukozy we krwi. Zdarzało się
często że znajdowałem się na granicy utraty, lub wręcz dochodziło do
utraty przytomności. Okazało się że cukier spadał mi momentami poniżej
35 mml / mol. Po przeprowadzeniu podstawowych badań, z wstępnym
rozpoznaniem - cukrzycy hipoglikemicznej, trafiłem po raz kolejny do
szpitala, gdzie po dokładniejszych badaniach wykluczono tą hipotezę, a
mnie wypisano i zapomniano o sprawię.
Wczesną wiosną 2009 roku, pojawiły się kolejne niejednorodne, acz
przykre objawy. Pojawiły się szumy uszne, zawroty głowy, zaburzenia
koordynacji w prawej dłoni, oraz bardzo silne bóle głowy, czasem
połączone z gorączką. Końcem kwietnia, 2009 roku nagle utraciłem słuch,
prawostronnie całkowicie, a lewostronnie częściowo. Nasiliły się
równocześnie zawroty głowy, kłopoty z koncentracją i koordynacją
ruchową.
W takim stanie trafiłem na izbę przyjęć kolejnego szpitala. Tam biorąc
pod uwagę objawy, lekarze obawiali się udaru krwi do mózgu.
Szybko przeprowadzone badania, w tym tomografia, wykluczyły te
podejrzenie. Sprawa zaczęła robić się mocno enigmatyczna. W związku z
czym przyjęto mnie na oddział neurologii w celu przeprowadzenia
dalszych badań. Po dwóch tygodniach, większość z objawów
cofnęła się, a lekarze, jako że nic poza tym co oczywiste (uszkodzenie
kręgosłupa, kolana, astma) nie znaleźli, szykowali się do wypisania
mnie do domu. W moim umyśle istniały już jednak pewne podejrzenia,
którymi podzieliłem się w końcu z lekarzem prowadzącym. Rankiem
w dniu wypisu, pobrano mi krew w celu przeprowadzenia badań w kierunku
boreliozy. Na wyniki trzeba było poczekać ponad trzy tygodnie. Myślano
o zatrzymaniu mnie w szpitalu, jednak udzielono mi w końcu
„dyspensy” na czas oczekiwania na wynik, ze względu na
ważne sprawy osobiste. W tym czasie bowiem, w sercu burzy zdrowotnej, w
zaledwie miesiąc po warunkowym wyjściu ze szpitala miałem wziąć ślub
kościelny. Ceremonia odbyła się w miejscu szczególnie mi bliskim
co znaczenie podnosiło jej wymowę duchową – w Zakopanem, u samych
stóp Tatr, w rejonie Kuźnic.
Tuż po szczęśliwym powrocie z Zakopanego otrzymałem telefon ze
szpitala. Wyniki testów na boreliozę byłby pozytywne. Był to
kolejny cios, przykry prezent od losu, ofiarowany w miesiącu
miodowym... I tak trafiłem na miesiąc miodowy z powrotem na oddział
szpitalny. Wszystko stało się jasne, wszystkie wcześniejsze
niezdiagnozowane, niespecyficzne objawy zaczęły do siebie paskować,
wszystko ułożyło się w spójną całość.
W szpitalu przeprowadzono jesienią 2009 roku standardowe leczenie,
według oficjalnej doktryny NFZ, czyli osławionej 28 dniowej
antybiotykoterapii. W tym miejscu, podobnie jak w przypadku kolana,
powinien nastąpić happy end, przynajmniej według oficjalnych
standardów leczniczych w zakresie boreliozy. Jednak stało się
dokładnie na odwrót. Po przeprowadzeniu leczenia, po okresie
czterech miesięcy przeprowadzono u mnie kontrolne badanie
poziomów przeciwciał Boreliozy, wykonując standardowe testy
Elissa i Western Blot. Wyniki znów były niestety pozytywne, a
miano jednej z grup przeciwciał jeszcze wyższe. I to tyle było ze
skuteczności tego leczenia...
Należy też tutaj dodać że wkrótce po wyjściu ze szpitala objawy
ponownie zaczęły się nasilać, stopniowo rozszerzając się szeroki
wachlarz kolejnych. Pojawiła się silna nadwrażliwość na jakiekolwiek
dźwięki, oraz dynamiczne bodźce wzrokowe, zaburzenia równowagi.
Obecność takich bodźców natychmiast nasila zawroty głowy, szumy
i piski uszne, oraz permanentne bóle głowy. Borelioza wpłynęła
też na nasilenie niedowładów w kończynach dolnych, oraz duże
nasilenie nerwobólów nogach i plecach. Po kolejnych kilku
miesiącach wykonano ponownie testy, ponownie pozytywne,
powtórzono je również jesienią 2010 roku, gdzie wyniki
znów były pozytywne, a miano jednej z grup przeciwciał po raz
kolejny drastycznie wzrosło wzrosło (test Elisa, wynik w klasie
przeciwciał IgM 176,9 / przy normie do 16).
Charakterystyczna stała się również cykliczność objawów,
początkowo w 2009 roku, objawy nasilały się co miesiąc, na maksymalnie
tydzień do dziesięciu dni. We wrześniu 2011 proporcje te stały się
dokładnie odwrotne, pogłębienie objawów, wciskające mnie w
łóżko i zatrzymując w domu trwały już po cztery - pięć tygodni,
a lepszy okres jedynie trzy do siedmiu dni. Czasem też następuje nagłe
załamanie, pogorszenie, które w kilka godzin potrafi mnie
całkowicie rozbić, doprowadzając na granicę przytomności.
Wszystko to wpływa nie tylko na mnie, lecz również w bardzo
destrukcyjny sposób na moich najbliższych. Wzmożona
nadwrażliwość na bodźce słuchowe i wzrokowe, skutkuje powstaniem
paradoksalnych wręcz sytuacji, gdzie dni zlewają się w całe tygodnie
gdy nawet krótka rozmowa staje się wyzwaniem, a ja większość
czasu zmuszony jestem spędzać w stoperach usznych, w całkowitej
izolacji. Podczas nasileń objawów, zaburzenia równowagi
są czasem tak silne że nie potrafię przejść kilku metrów prosto,
co również skutecznie ogranicza moje możliwości poruszania poza
domem.
W połowie lata 2011 roku do tak szerokiego spektrum i trudnego do
udźwignięcia bagażu problemów zdrowotnych, doszedł kolejny
problem. Powrócił problem z koordynacją ruchową w dłoniach,
pojawiły się zaburzenia czucia, zastąpione za to głębokim rwącym
bólem od ramion po czubki palców. Zaprowadziło mnie to w
końcu pomimo stawiania biernego oporu tym objawom na ostry dyżur
szpitalny, skąd wyszedłem już ze skierowaniem po raz kolejny na oddział
neurologiczny... Z tego powodu zimą, aż do późnej wiosny 2012
roku, przechodziłem rozszerzoną diagnostykę w celu określenie innego
niż neuroborelioza możliwego źródła zawrotów i
niedowładów, przyczyn takich nie znaleziono, mamy więc pewność
że wciąż walczymy z tym samym wrogiem - neuroboreliozą.
W między czasie dalszej degradacji uległ uszkodzony kręgosłup, co
zważając na okoliczności i tak jest sukcesem że postępuje ono tak
powoli. Zawdzięczam to zapewne żelaznej woli nie tylko mojej ale i
ludzi zajmujących się moją rehabilitacją. Ostatni rezonans ze stycznia
2012 roku wykazał znaczne pogłębienie się ucisku na rdzeń i nerwy
obwodowe na odcinku lędźwiowym. Powinno to znaleźć swój finał na
sali operacyjnej, powinno jednak jak w przypadku kolana, oraz
wcześniejszych konsultacji neurochirurgicznych werdykt jest zawsze taki
sam – ze względu na zły stan ogólny nie kwalifikuje się do
operacji.
Wszystko to co wydarzyło się w minionych latach sprawiło że dotarłem do
punktu w którym większość placówek medycznych unika jak
ognia leczenia mnie, za co doprawdy trudno je winić, nie zapominajmy
bowiem że według „oficjalnych” standardów leczenie,
które przeszedłem w kwestii boreliozy powinno zakończyć sprawę,
a ponieważ nie zakończyło to jak ma to miejsce w wielu podobnych do
mojego przypadkach, lekarze mnożą moje choroby, wymyślając coraz to
nowe schorzenia, wszystko byle pominąć problem nie wyleczonej
boreliozy. Mój stan ogólny natomiast jest na tyle zły że
zamknęło mi to drogę do zakończenia i pozostawienia za sobą tak
drobnych można by rzecz spraw jak dokończenie leczenia kolana, oraz
operacja zdiagnozowanych w międzyczasie dwóch przepuklin
pachwinowych. Wpadłem w błędne koło systemu, z którego wierzę
jest tylko jedno wyjście – niestandardowe leczenie boreliozy,
które jednak jest niezwykle kosztowne. Tak więc wyrósł
przede mną mur którego nie potrafiłem już sam pokonać...
Wciąż jednak pomimo tych wszystkich przeszkód, a może
również na przekór im, nie poddaję się, wciąż
próbuje przezwyciężyć choroby, być może już nie wyzdrowieć do
końca, jednak choć powstrzymać je przed dalszym pustoszeniem mojego
organizmu, oraz cofnąć niektóre z objawów, na tyle na ile
okaże się to możliwe.
Do końca 2010 roku walkę tą prowadziłem samotnie, od dwóch lat,
gdy koszty leczenia znacznie przewyższyły moje możliwości, prowadzę ją
ze wsparciem ludzi dobrej woli, oraz fundacji która otoczyła
mnie swoją opieką prawną. Dzięki nim wciąż pozostaje pełen wiary i
determinacji do walki, a dzięki środkom zebranym podczas wciąż
trwającej zbiórki udało się końcem 2011 roku rozpocząć leczenie
boreliozy o którym pisałem. Koszt miesięczny zakupu
leków, oraz suplementów (są one konieczne ze względu na
przyjmowane duże ilości antybiotyków), łącznie wynosi blisko
2000 zł, do kosztów tych należy też dodać cenę badań dodatkowych
i kontrolnych, niezliczonych wizyt lekarskich, rehabilitacji, oraz
zakupu drogiego sprzętu ortopedycznego pozwalającego wciąż mi się
poruszać. Leczenie to będzie długotrwałe i trudne, liczone powinno być
raczej nie w miesiącach, ale w latach... Dopiero potem jeśli uda mi się
pokonać, bądź powstrzymać niszczącą mnie boreliozę, będę mógł
powrócić do niedokończonych wciąż wątków -
problemów medycznych, jak operacja kolana, kręgosłupa, oraz
przepuklin.
Stąd moja walka, mój apel wciąż pozostaje aktualny, wierzę
jednak w jej ostateczny sukces. Wiarę tę buduję na wielu spotkanych po
drodze ludziach dobrej woli i wielkiego serca, którzy wsparli
mnie w mojej walce z chorobą. Ludzi ofiarujących mi prócz
wsparcia materialnego, wielkie wsparcie duchowe i moralne za co
serdecznie dziękuję.
Sebastian Nikiel
aktualizacja: 08.05.2012.
|
|
|
|
|
j
a k m o ż e s z m i p o m ó
c: |

Małe Skrzyczne 22.09.2010.
|
Sytuacja w której się
znalazłem, bezradność wobec muru jaki przede mną ona postawiła,
doprowadziła mnie do miejsca w którym zmuszony zostałem, chcąc
kontynuować walkę z chorobą, zwrócić się do Państwa z prośbą o
udzielenie mi swej pomocy. Jest kilka możliwych metod udzielenia mi
wsparcia. Można wesprzeć mnie poprzez wpłaty bezpośrednie na moje konto
otwarte w celu zbiórki środków na leczenie przez fundację
Słoneczko. Można również pobrać z niniejszej strony baner,
który wklejając na własną witrynę, portal, czy blog, przyczynić
się w ten sposób do rozpowszechnienia mojego apelu, zwiększając
moje szanse na zebranie środków potrzebnych do kontynuowania
leczenia. Wreszcie z dniem 01.01.2011. uruchomiona została jeszcze
jedna możliwość, ofiarowania na ten 1% swojego podatku.
Poniżej znajdziecie wskazówki, banery, oraz szczegółowe
informacje odnośnie każdej z tych metod. Wybór należy do
Państwa. Każda forma pomocy jest dla mnie bezcenna, dając szansę na
nowe, lepsze jutro. |
|
|
d a n e s u b
k o n t a d o w p ł a t: |
 |
 |
 |
 |
 |
| umowa na rok 2011 |
 |
| umowa na rok 2012 |
 |
| Kliknij aby powiększyć obrazek |
|
| Jeśli
możecie, jeśli
jesteście w stanie mi w ten sposób pomóż, proszę
o
dokonywanie wpłat na poniższe konto fundacji Słoneczko,
która
otwarła dla mnie subkonto, w celu gromadzenia środków na
leczenie i rehabilitację. Każda nawet najmniejsza ofiara będzie dla
mnie wspaniałym gestem ludzkich serc. Za każdą z nich będę bardzo
wdzięczny. |
| dane
/ tytuł przelewu: |
Fundacja
Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "SŁONECZKO"
z
dopiskiem: Na
leczenie i rehabilitację Sebastian Nikiel, symbol 34/N |
| numer
konta dla wpłat w złotych (krajowych): |
| 89 8944
0003 0000 2088 2000 0010 |
| numer
konta dla wpłat w euro (zagranicznych): |
| Kod SWIFT
(BIC): GBW CLP - 76 8944 0003 0000 2088 2000 0050 |
| numer
konta dla wpłat w dolarach USD (zagranicznych): |
| Kod SWIFT
(BIC) GBW CPL PP - 97 8944 0003 0000 2088 2000 0060 |
| nazwa
i adres banku: |
Spółdzielczy Bank
Ludowy
Zakrzewo
/ Oddział
Złotów |
| numer
konta dla wpłat w ramach organizowanych zbiórek publicznych: |
| Uwaga!
Z dniem 01.01.2012. Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym
„Słoneczko” wprowadziła nowy – osobny numer kotna dla
akcji zbiórek publicznych. Nie wpływa to na zamianę
numeru konta w przypadku wpłat darowizn prywatnych, a jedynie w
przypadku ewentualnej organizacji zbiórki publicznej z celem
zbiórki środków na moje dalsze leczenie i rehabilitację.
Wówczas zbierane środki proszę przekazywać na poniższy numer
konta. Informację tę można sprawdzić klikając po lewej – na
obrazek „Umowa o subkoncie” gdzie zamieszono skan
obowiązującej umowy z fundacją na rok 2012. |
| 21 8944 0003 0000 2088 2000 0070 |
|
|
o f i a r o w a n i e
1% p o d a t k u:
|
 |
 |
 |
 |
 |
Kliknij
na miniaturę
aby powiększyć obrazek
|
 |
 |
 |
 |
Kliknij
na miniaturę
aby powiększyć obrazek |
 |
| Szczyt Wielkiej Raczy - 18.08.2011. |
|
Jeżeli
zechcą Państwo ofiarować mi 1% ze Swego podatku, proszę o wpisanie
poniższych danych w odpowiednich rubrykach zeznań podatkowych.
Szczegółowe informacje znajdziecie Państwo poniżej.
* * *
Proszę o
wpisanie ze szczególną uwagą informacji w pozycji na kogo
przekazujecie, szczegółowo swój 1% (cel
szczegółowo), należy wpisać: CEL, IMIĘ I NAZWISKO, ORAZ NUMER
IDENTYFIKACYJNY PODOPIECZNEGO W FUNDACJI. W przeciwnym wypadku Wasze
pieniądze nie trafią na moje konto.
*
* *
|
W celu ofiarowania mi na dalsze leczenie i rehabilitację Swego 1% podatku, należy wpisać w zeznaniu podatkowym, w rubryce:
- wniosek o przekazanie 1% podatku należnego na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP):
- w rubryce „Numer KRS” - wpisujemy numer KRS właściwy dla tej fundacji:
- 0000186434 -
W kolejnym kroku w rubryce „Cel szczegółowy” znajdującej się poniżej wpisujemy:
-Dane osoby podopiecznej fundacji, na którą zdecydowaliście się przekazać swój 1%, w moim przypadku będzie to:
- na leczenie i rehabilitację Sebastian Nikiel ID. 34 / N -
* * *
W
poszczególnych rodzajach dokumentów zeznań podatkowych,
pole o szczegółowej informacji na kogo przekazujecie Państwo
swój 1% to:
PIT 28 – pozycja 128
PIT 36 – pozycja 307
PIT 36L – pozycja 107
PIT 37 – pozycja 126
PIT 38 - pozycja 60
PIT 39 - pozycja 53
* * *
W kolumnie po lewej
stronie dla ułatwienia zostało umieszczone zdjęcie fragmentu PIT 37
ilustrujące zasadę wypełnienia opisanych rubryk w celu przekazania
Swojego 1% podatku. Aby powiększyć zdjęcia wystarczy na nie kliknąć.
|
Dane
do wpisania:
Nazwa
Fundacji i numer KRS:
Fundacja
Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
numer
KRS: 0000186434
Na
leczenie i rehabilitację Sebastian Nikiel ID. 34/N |
|
|
b a n e r y a
k c j i d o p o b r a n i a : |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
Kliknij
na miniaturę
aby powiększyć obrazek |

Stefanka (Przełęcz Kozia)
04.12.2010. |

|
| Kolejka linowa na Czantorię 22.04.2012. |
 |
| Klimczok 22.04.2011. |
|
Możecie
również pomóż rozpowszechniając moją prośbę,
mój
apel
poprzez pobranie jednego z banerów akcji zamieszczonych
poniżej
i umieszczanie go na
własnych blogach i witrynach. Aby pobrać wybrany baner, wystarczy na
niego kliknąć, w chwilę potem rozpocznie się pobieranie pliku
spakowanego w formacie Zip. W pobranym pliku prócz samego
zdjęcia znajdziecie
plik tekstowy z danymi. Wstawiając baner na własną stronę, można wybrać
jedną z dwóch metod, albo wstawienia baneru graficznego i
jego
samodzielne zlinkowanie, lub skopiowanie kodu HTML poniżej wybranej
wielkości baneru i jego wklejenie na własnej stronie. Wybrany baner
można pobrać również za pomocą bocznych (po lewej)
przycisków nawigacyjnych.
*
* *
|
| Jeśli
okazałby się Państwu potrzebny inny rozmiar, kształt, lub format
baneru. Mogę przygotować go w dowolnej, odpowiedniej dla Was formie.
Proszę wówczas o kontakt mailowy,
oraz podanie informacji o potrzebnym banerze. |
|

Baner do pobrania: 650px x 161px, format: JPEG
KOD
HTML do skopiowania:
|
| <a
target="_blank"
href="http://s-nikiel-mojegory.pl/o%20mnie/index.html"><img
style="border: 0px solid ; width: 650px; height: 161px;"
alt="baner-apel o pomoc-s.nikiel-www.s-nikiel-mojegory.pl"
src="http://s-nikiel-mojegory.pl/baza%20danych%20wymiennych/leczenie/s.nikiel.baner_poziomy_650x161dpi_JPG.jpg"></a> |

Baner do pobrania: 450px x 111px, format: JPEG
KOD
HTML do skopiowania:
|
| <a
target="_blank"
href="http://s-nikiel-mojegory.pl/o%20mnie/index.html"><img
style="border: 0px solid ; width: 450px; height: 111px;"
alt="baner-apel o pomoc-s.nikiel-www.s-nikiel-mojegory.pl"
src="http://s-nikiel-mojegory.pl/baza%20danych%20wymiennych/leczenie/s.nikiel.baner_poziomy_450x111dpi_JPG.jpg"></a> |
Baner do pobrania: 350px x 86px, format: JPEG
KOD
HTML do skopiowania:
|
| <a
target="_blank"
href="http://s-nikiel-mojegory.pl/o%20mnie/index.html"><img
style="border: 0px solid ; width: 350px; height: 86px;" alt="baner-apel
o pomoc-s.nikiel-www.s-nikiel-mojegory.pl"
src="http://s-nikiel-mojegory.pl/baza%20danych%20wymiennych/leczenie/s.nikiel.baner_poziomy_350x86dpi_JPG.jpg"></a> |

Baner do pobrania: 468px x 60px, format: PNG
KOD
HTML do skopiowania:
|
| <a
target="_blank"
href="http://s-nikiel-mojegory.pl/o%20mnie/index.html"><img
style="border: 0px solid ; width: 468px; height: 60px;" alt="baner-apel
o pomoc-s.nikiel-www.s-nikiel-mojegory.pl"
src="http://s-nikiel-mojegory.pl/baza%20danych%20wymiennych/leczenie/s.nikiel.baner_poziomy_468x60dpi_PNG.png"></a> |
 |
 |
Baner do pobrania: 180px x 260px, format: PNG
KOD
HTML do skopiowania: |
Baner do pobrania: 180px x 260px, format: PNG
KOD
HTML do skopiowania: |
<a target="_blank" href="http://s-nikiel-mojegory.pl/o%20mnie/index.html">
<img style="border: 0px solid ; width: 180px; height: 260px;"
alt="baner-apel o pomoc-s.nikiel-www.s-nikiel-mojegory.pl" src="http://s-nikiel-mojegory.pl/baza%20danych%
20wymiennych/leczenie/s.nikiel.baner_
pionowy_180x260dpi_w.1.PNG.png"></a> |
<a target="_blank" href="http://s-nikiel-mojegory.pl/o%20mnie/index.html">
<img style="border: 0px solid ; width: 180px; height: 260px;" alt="baner-apel o
pomoc-s.nikiel-www.s-nikiel-mojegory.pl"
src="http://s-nikiel-mojegory.pl/baza%20danych%
20wymiennych/leczenie/s.nikiel.baner_pionowy_
180x260dpi_w.2.PNG.png"></a> |
|
|
|
d
a n e f u n d a c j i : |
|
|
Fundacja Pomocy Osobom
Niepełnosprawnym "SŁONECZKO"
Stawnica 33
77 - 400 Złotów
Organizacja Pożytku Publicznego - numer
KRS 0000186434
adres strony: www.fundacja-sloneczko.pl |
 |
|
|
|
|