autorski tomik wierszy "Na krawędzi"
powrót do strony głównej witrynyinformacje o autorze witrynyPodziękowaniaprzejście do galeriiprzejście do działu z filmamiprzejście do działu z artykułamiprzejście do działu z moją poezjąprzejście do działu z moimi opowiadaniamiprzejście do działu z opisami szlakówporadnik górołazamini blog - aktualnie u mniesprzętrecenzje książekkonkursyBaza schronisk górskichTomik - "Na krawędzi"dział z zasobami do pobrania i linkamikontakt
"O tatrzańskich koniach na Palenicy Białczańskiej" powrót do strony głównej artukułów

Zapraszam Wszystkich ludzi o otwartych sercach i umysłach do przeczytania poniższego artykułu. Dotyczy on bardzo popularnego ostatnio tematu, udręczonych koni na Palenicy Białczańskiej, ale opisanego w niepopularny - niemedialny sposób. Stawiam bowiem w nim kilka ważnych pytań, które w całej medialnej nagonce powstałej wokół tego tematu, pomijane są milczeniem.

Od jakiegoś czasu w sieci, a nawet mediach robi się coraz głośniej o "końskiej aferze na Palenicy Białczańskiej". Chodzi mianowicie o informacje, przeciekające z sieci, jak to źle nie są traktowane konie i zmuszane do pracy ponad swoje siły, podczas transportu ludzi z Palenicy Białczańskiej do parkingu na Włosienicy. Zacznijmy więc od faktów.

Rzeczowa usługa dla chętnych turystów, oferowana jest przez Górali w Zakopanem, w Polskich Tatrach, na trasie: parking przy Palenicy Białczańskiej, do parkingu na Włosienicy. Na trasie tej kursują zaprzęgi konne, które powinny przewozić jednorazowo około 12 turystów. Piszę około z dwóch powodów, po pierwsze gdyż oczywiste jest że na końcową liczbę pasażerów powinny wpłynąć takie czynniki jak tęgość samych pasażerów, oraz ich wiek. Drugi natomiast powód jest aż nadto oczywisty, że prawie zawsze ilość ta jest przekraczana. Wozy konne którymi przewożeni są turyści, nie są niczym innym jak dostosowanymi do tego celu furkami. Trasa przewozu prowadzi asfaltową szosą, noszącą imię Osfalda Balzera. Odcinek ten liczy sobie około 6,5 km a cała trasa od parkingu na Palenicy Białczańskiej do schroniska PTTK w Morskim Oku 7,7 km, jej przejście według znaków zajmuje 2 godziny 30 minut. Sama droga powstała w latach sześćdziesiątych XX wieku, umożliwiając ówczesnym prominentom łatwe dostanie się do serca Tatr. Przez kilkanaście lat na odcinku tym jeździły również regularne kursy autobusów PKS z Zakopanego, droga miała wówczas status publicznej. W toku narastania świadomości ekologicznej w kraju, oraz zmian politycznych, doszło do zaostrzenia przepisów Ochrony Środowiska, oraz wyłączenia drogi z użytku publicznego. W ten właśnie sposób w powstałą niszę, weszli Górale z dorożkami, podobnymi do tych jakie można zobaczyć w Dolinie Kościeliskiej, czy Chochołowskiej. Pod wpływem rozwoju turystyki, oraz w odpowiedzi na zwiększone zapotrzebowanie, jak i małe zainteresowanie dorożkami ze względu na cenę usługi, pojawiły się "autobusy konne". Cena za wyjazd od osoby wynosi (w 2009 roku) 40 zł.

Tyle faktów. Teraz trochę o tym co wywołuje taką burzę w sieci. Wozy konne którymi przewożeni są turyści są notorycznie przeładowane, wożąc o wiele więcej turystów niż powinny. Często w efekcie konie, idące parkami, są bardzo przeciążone. Sprawę pogarsza ilość kursów, oraz ich tempo. To jest rzeczywiście złe i rzeczywiście trzeba o tym mówić. Trzeba zastanowić się nad ukróceniem tego procederu, tak aby ilość turystów w wozie nie była nazbyt obciążająca dla koni, a ilość kursów zbyt duża.

Zastanówmy się jednak przez chwilę nad samą naturą zjawiska. Gdyż jak wszystko w życiu, jak każdy problem, czy sytuacja, ma ona swoje dwa oblicza, oraz wiele możliwych punktów widzenia. Oblicz o których populistyczni krzykacze zazwyczaj nie myślą, lecz niesieni na fali medialnego uniesienia, widząc i znając tylko wąski wycinek z całości obrazu milczą, za to zbijając medialny kapitał podburzają masy, namawiając do wytykania palcem czegoś, co często sami znają tylko z mediów. Tak więc po pierwsze, zasada żywcem wzięta z marketingu - jest popyt - jest podaż. Gdyby nie było popytu na takie usługi, górale by ich nie oferowali, a "autobusy konne" nigdy by się nie pojawiły na tej trasie, lecz nadal pewnie funkcjonowałyby tam dorożki. Górale odpowiedzieli jedynie na zapotrzebowanie rynku. I cóż w tym dziwnego? Czy można winić kogoś za to że wykorzystuje lukę w rynku, aby zarobić na utrzymanie? Kto wówczas jest bardziej winny? Górale - czy My wszyscy którzy ten popyt tworzymy? Którzy krzycząc "nie" - równocześnie często korzystamy z tej formy transportu. Przykre jest to że mocno deprecjonuje się górali za coś do czego wszyscy którzy choć raz skorzystali z tego transportu, przyłożyli rękę do jego powstania. Więc pytam czemu skoro tak bardzo nam to przeszkadza, skoro tak wiele krzyczy się o tym w mediach, skoro tak piętnuje się to zjawisko - czemu nadal korzystamy z tych przewozów? Czemu (co sam widziałem) zaprzęgi pękają w szwach, czemu są do nich kolejki? I najważniejsze -czemu - Ci wszyscy którzy krzyczą na różnych forach, którzy tak łatwo podpisują petycję o zakazie tego typu usług, czemu nie wyrażą swego oburzenia tam - na miejscu? Więcej, częstokroć filmiki na przykład z YouTube, demonstrujące ciężki los koni, nagrywane są...z miejsca pasażera! Dlaczego więc pytam, skoro ktoś miał odwagę upublicznić taki film i za plecami samych zainteresowanych ich piętnować - czemu sam jechał tym transportem do końca, dlaczego nie wyraził swego sprzeciwu i choćby nie wysiadł. No właśnie...czy ktoś zadał sobie te pytania?

Kolejka do kas przy parkingu na Palenicy Białczańskiej Zaprzęgi na drodze do Włosienicy (droga Osfalda Balzera)

A teraz chciałbym wspomnieć o jeszcze jednej stronie tej złożonej sytuacji, która nimbem milczenia pomijana jest przez media i fora. Jak wiadomo sam jestem osobą niepełnosprawną fizycznie. Moje malejące możliwości ruchowe, mocno ograniczają mój "zasięg" praktyczny. Nie piszę tego aby Broń Boże się usprawiedliwiać, piszę o tym dając świadectwo na własnym przykładzie w imieniu wszystkich ludzi, podobnych mi, ludzi chorych, ludzi których spotkały w życiu nieszczęśliwe wypadki, czy dorosłych i dzieci którzy po prostu tacy się już urodzili. W imieniu ludzi z porażeniami, po wylewach, ze słabym sercem i innych. W imieniu tych wszystkich dla których pokonanie, tej skądinąd nudnej i mało widokowej drogi, do Morskiego Oka, byłoby niemożliwe gdyby nie ułatwienie jakie oferują przewozy konne. Czy autor petycji o zakazie tych przewozów, pod która podpisało się setki ludzi, czy Oni wszyscy pomyśleli o tym że eliminując takie przewozy, odbiera się również takim ludziom możliwość dotarcia do serca Tatr? Zobaczenia miejsc o których częstokroć marzą, a do których dotarcie umożliwia im właśnie tylko taki zaprzęg? Czy pomyślał ktoś o tym że za jednym razem zabiera się chwilę uśmiechu, marzenia, oraz piękne wspomnienia, ludziom których życie na co dzień jest pasmem walki i cierpienia? Ten dystans, łącznie ponad 15 km, oraz blisko pięciu godzin marszu w obie strony, może być dla nich barierą nie do przebycia. Tu jednak po raz kolejny krzykacze, media i fora milczą...

Ostatnim z argumentów, które pragnę podać pod Waszą uwagę, jest to prosty fakt, że te pięć godzin dodatkowego marszu, może skutecznie uniemożliwić takim choćby osobom jak ja, ale też osoba starszym, słabszym, wyjście w Tatry Wysokie z Morskiego Oka, gdyż częstokroć poruszając się w znacznie wolniejszym od większości tempie i nie byliby w stanie pokonać na przykład Szpiglasowego Wierchu, gdyby przyszło im doliczyć do długości szlaku dodatkowe 5 godzin marszu. Pomijając fakt że czas wycieczki wydłużyłby się do kilkunastu godzin, leżałoby to dalece poza ich zakresem możliwości. Ludzi skądinąd częstokroć z wielkim górskim doświadczeniem. Czy ktoś o nich pomyślał...dlaczego po raz kolejny pytam odbiera się im tak łatwo te odrobinę szczęścia...

Zaprzęgi na drodze do Włosienicy (droga Osfalda Balzera)

Kończąc pragnę poprosić tych wszystkich którzy przeczytali ten artykuł, aby nim pozwolą pochłonąć się przez medialną nagonkę i ulegną populistycznym pieniaczom, niech przez krótką chwilę się zastanowią nad podanymi w tym artykule pytaniami. Powstrzymajcie się na moment od ulegania rodzącej się tutaj, wobec sugestywnych filmików i relacji, powszechnej postawy krytyki i zastanówcie się nad tymi pytaniami. Jeśli będziecie w stanie, wzbijając się ponad własne możliwości fizyczne z całym przekonaniem, logicznie na nie odpowiedzieć i uargumentować tak kategoryczne nie dla zaprzęgów, wówczas podpiszcie taką petycję, lecz wierzę że postawione tutaj pytania otworzą Was na szersze spojrzenie na problem.

Zdaję sobie sprawę że artykuł ten nie przysporzy mi przyjaciół, a moje zdanie może być "niemodne", jednak nie mogę przejść obojętnie wobec narastającej fali ślepej krytyki, to skłoniło mnie do jego napisania. Wierzę że czytający go zastanowią się nad poruszonymi w nim kwestiami. Chciałbym również aby jasne było to że nie popieram tego co aktualnie ma miejsce, że tak olbrzymie przeciążanie koni jest złe, jednak nie przychylam się do stawianego wniosku który za jednym razem, nie bacząc na innych, oraz szersze konsekwencje eliminuje dostęp do Tatr wszystkim osoba dla których dystans z Palenicy do Morskiego jest po prostu nieosiągalny. Chciałbym też abyśmy zdawali sobie sprawę z tego że to My wszyscy przyczyniliśmy się do powstania tego problemu, a samych Górali doprawdy trudno obwiniać że próbują przetrwania na terenie gdzie przemysł nie istnieje, a ich życie jest bezpośrednio uzależnione od turystyki. Jeśli więc chcemy krytykować taką postawę, wpierw zastanówmy się jak postępowalibyśmy na ich miejscu, oraz czy sami nie przyczyniliśmy się do powstania tego niesmacznego zjawiska.

Zmiany są potrzebne, są konieczne, nie wylewajmy jednak "dziecka z kąpielą". Przewozy konne są póki co jedyną możliwością, w miarę ekologiczną i na którą godzi się działający w zgodzie z przepisami ochrony przyrody TPN, a same w sobie nie są niczym złym. To co złe to przeciążanie koni w pogoni za większym zarobkiem i tylko to, powinno być ukrócone i sankcjonowane. I jeśli ktoś sformuje taką petycję w której zostanie zawarty zapis o ograniczeniu i egzekwowaniu tego organicznie, dotyczącego liczby przewożonych osób, chętnie je podpiszę. Lecz mówię nie dla nie przemyślanych, populistycznych działań.



Sebastian Nikiel
25.09.2010.


Koniec trasy - parking na Włosienicy
powrót do strony głównej artukułów Mój kanał informacyjny RSS Prawa autorskie opis do pobrania jako PDF
strona głównao mniepodziękowaniagaleriafilmyartykułypoezjaprozaszlakiporadnik górołazau mniesprzętrecenzjeKonkursyschroniskaTwórczość wydanazasoby-linkikontakt